Wracaliśmy kiedyś ze spaceru już po zmroku. Przez większą część dnia tylko lekko kropiło, więc ścieżka wyglądała całkiem niewinnie. Dopiero przy kamperze zauważyliśmy, że podeszwy mamy oblepione ciężkim błotem, a nogawki mokre prawie do połowy łydki.
Otworzyliśmy drzwi i zaczęła się dobrze znana kamperowa układanka. Gdzie postawić buty, żeby nie pobrudzić podłogi? Jak wejść, skoro każde z nas musi oprzeć gdzieś stopę? I dlaczego szczotka, która zwykle leży pod ręką, akurat została wewnątrz tylnego schowka?
Ostatecznie trochę błota i tak wnieśliśmy. Bez tragedii, ale wystarczyło kilka kroków, żeby drobne grudki znalazły się przy kuchni. W małym wnętrzu brud rozchodzi się zaskakująco szybko.
Najwięcej daje nam dobrze przygotowane wejście
Nie próbujemy utrzymywać w kamperze sterylnej czystości. Jeździmy nim po to, żeby spacerować, stać nad wodą i czasem zatrzymać się na zwykłym leśnym parkingu. Piasek oraz błoto są częścią takiego wyjazdu. Staramy się tylko zatrzymać je możliwie blisko drzwi.
Przy wejściu mamy niewielką, gumową wycieraczkę z wyraźnym wzorem. Taka płaska i gładka wygląda ładniej, ale u nas prawie nie zbierała piachu z podeszew. Gumową można wytrzepać, opłukać wodą i zostawić na chwilę na zewnątrz. Nie szkodzi jej też mokry but.
Druga rzecz to płytka kuweta na obuwie. Nie jest duża, mieści dwie pary butów i stoi tuż przy drzwiach. Mokre podeszwy nie dotykają podłogi, a piasek zostaje w środku. Gdy wyschnie, wysypujemy go na zewnątrz. Jeśli na dnie zbierze się woda, przecieramy kuwetę szmatką.
Podczas budowy naszego Renault Mastera staraliśmy się nie zastawiać całego wejścia meblami. Dopiero w użytkowaniu wyszło, jak przydatny jest ten kawałek wolnej podłogi. Możemy wejść, zamknąć drzwi i dopiero wtedy spokojnie zdjąć kurtki oraz buty. W Niewiadówce każdy centymetr był jeszcze bardziej odczuwalny, więc nawyk zdejmowania obuwia zaraz przy wejściu został nam właśnie z tamtego czasu.
Na bardziej mokre wyjazdy wyciągamy dodatkowo stary ręcznik. Leży zwinięty w schowku obok drzwi i służy wyłącznie do wycierania podeszew, łapek od krzeseł albo mokrych rzeczy zabranych z zewnątrz. Nie musi być ładny. Nasz już dawno przestał być.
Szczotka, zmiotka i odkurzacz mają swoje miejsca
Piasek jest podstępny. Nawet jeśli buty zostają przy wejściu, trochę przyniosą skarpetki, torba albo nogawki spodni. Dlatego mała zmiotka jest u nas dostępna bez otwierania kilku szafek. Wisi nisko, blisko drzwi. Możemy zebrać brud od razu, zanim rozniesiemy go po całym kamperze.
Sprawdzają nam się trzy proste rzeczy:
- mała szczotka do butów, trzymana w schowku dostępnym od zewnątrz,
- zmiotka z szufelką, używana zwykle rano i po powrocie ze spaceru,
- niewielki odkurzacz ręczny, głównie do piachu z zakamarków, stopnia i okolic prowadnic.
Odkurzacz nie zastępuje zmiotki. Przy większej ilości wilgotnego piachu wolimy poczekać, aż podłoga przeschnie, i najpierw zamieść. Odkurzacz zostawiamy na drobinki, które weszły pod krawędź szafki albo w rowki przy drzwiach.
Przy jednym piaszczystym postoju zamiataliśmy chyba częściej, niż robiliśmy herbatę, chociaż mogło nam się tylko tak wydawać. Kubek z niedopitą kawą stał wtedy pół dnia na blacie i za każdym razem przesuwaliśmy go w inne miejsce, bo ciągle czegoś szukaliśmy. Wieczorem kawa była zimna, a na dnie kuwety na buty można było urządzić bardzo małą plażę.
Nie sprzątamy po każdym pojedynczym ziarenku. Zwykle robimy szybkie zamiatanie po powrocie i drugie przed rozłożeniem łóżka. To zajmuje chwilę, bo powierzchnia podłogi jest niewielka. Ważniejsze okazało się dla nas to, żeby sprzęt był łatwo dostępny. Szczotka schowana głęboko prawie zawsze zostawała schowana.
Co robimy z mokrymi ubraniami i błotem
Buty to tylko część problemu. Mokra kurtka ociekająca nad czystą podłogą potrafi zostawić więcej śladów niż podeszwy. Kurtki wieszamy przy wejściu, a pod nimi rozkładamy ręcznik albo stawiamy kuwetę. Gdy są naprawdę mokre, najpierw strzepujemy je na zewnątrz.
Nogawki spodni oczyszczamy miękką szczotką dopiero po wyschnięciu. Wycieranie świeżego błota zazwyczaj wciska je głębiej w materiał i robi większą plamę. Jeśli jest ciepło, mokre rzeczy zostają chwilę pod markizą lub przy otwartych drzwiach. Przy gorszej pogodzie suszymy je w środku, ale tak, żeby nie dotykały tapicerki.
Mamy też kilka ściereczek przeznaczonych wyłącznie do podłogi i wejścia. Trzymamy je osobno od kuchennych. Brzmi banalnie, ale kiedy wszystkie szmatki wyglądają podobnie, łatwo złapać pierwszą z brzegu. U nas podłogowe są ciemne i nie próbujemy już dopierać ich do stanu sklepowego.
Po błotnistym spacerze nie zabieramy się od razu za dokładne mycie całej podłogi. Najpierw zbieramy większy brud i dajemy reszcie przeschnąć. Dopiero później przecieramy wejście lekko wilgotną ściereczką. Zbyt dużo wody tworzy z piasku cienką warstwę błota, którą tylko rozmazuje się dalej.
Porządek wystarczająco dobry
Najlepiej działa u nas prosty podział. Brudne rzeczy zostają przy wejściu, mokre mają miejsce do ociekania, a zmiotka jest pod ręką. Nie wożimy rozbudowanego zestawu środków czystości. Gumowa wycieraczka, kuweta, stary ręcznik, szczotka i kilka ściereczek załatwiają większość sytuacji.
Czasem mimo tego znajdujemy piach w łóżku. Wystarczy usiąść na chwilę w skarpetkach, podwinąć nogi i gotowe. Wtedy strzepujemy prześcieradło, zamiatamy kolejny raz i tyle.
Kamper po spacerze nie zawsze wygląda jak świeżo posprzątany. U nas ma być przede wszystkim wygodny do używania. Jeśli błoto nie wędruje od drzwi aż do kuchni, a rano nie zaczynamy dnia od dużego sprzątania, uznajemy, że nasz system działa.