Najczęściej używane rzeczy pod ręką. Jak pakujemy szafki w kamperze

Szafki w kamperze układamy według jednej prostej zasady: im częściej czegoś używamy, tym łatwiej mamy do tego sięgnąć. Oto co przestawiliśmy po pierwszych wyjazdach.

Na jednym z pierwszych wyjazdów naszym Masterem obudziliśmy się w deszczowy poranek i chcieliśmy tylko szybko zrobić kawę. Woda była pod ręką, kubki też. Kawa leżała jednak z tyłu górnej szafki, za zapasowym makaronem, pudełkiem herbaty i rzeczami, których przez cały wyjazd nawet nie dotknęliśmy.

Żeby ją wyjąć, trzeba było przełożyć pół zawartości szafki na blat. Niby nic wielkiego, ale w kamperze blat jest jednocześnie kuchnią, miejscem na mokrą kurtkę i parkingiem dla wszystkiego, co chwilowo nie ma swojego miejsca. Po chwili szukaliśmy już także ściereczki, bo z otwartej szafki wypadła paczka ryżu.

Kawa ostatecznie powstała. Przy okazji powstała też nasza główna zasada pakowania: rzeczy używane najczęściej muszą być najłatwiej dostępne.

Szafki układamy według częstotliwości używania

Na początku pakowaliśmy rzeczy głównie kategoriami. Jedzenie do jednego miejsca, naczynia do drugiego, ubrania osobno. Brzmiało logicznie, ale nie zawsze było wygodne. W jednej szafce obok siebie lądowały rzeczy używane kilka razy dziennie i takie, które zabieramy tylko na wszelki wypadek.

Teraz patrzymy na zawartość szafek trochę inaczej. Mamy trzy umowne poziomy dostępności:

  • Codziennie, czyli rzeczy, po które sięgamy kilka razy w ciągu dnia. Trafiają z przodu, na wysokość ręki albo do najłatwiejszych szuflad.
  • Od czasu do czasu, na przykład dodatkowe naczynia, zapas jedzenia czy cieplejsza bluza. Mogą leżeć trochę głębiej.
  • Awaryjnie lub rzadko, czyli zapasy, sezonowe ubrania i mniej używane wyposażenie. Dla nich zostają dalsze narożniki oraz miejsca, do których dostęp wymaga przesunięcia jednej rzeczy.

Nie mamy oznaczonych stref ani rozpiski przyklejonej do drzwi. To bardziej sposób myślenia przy pakowaniu. Jeśli otwieramy tę samą szafkę pięć razy dziennie i za każdym razem odsuwamy coś niepotrzebnego, układ po prostu wymaga zmiany.

Tę lekcję zaczęliśmy już w Niewiadówce, gdzie każdy kawałek miejsca miał znaczenie. W samodzielnie zbudowanym kamperze na bazie Renault Mastera 2015/2016 mamy więcej schowków, ale dodatkowa przestrzeń nie rozwiązuje wszystkiego. Można mieć większą szafkę i nadal przez kilka minut szukać otwieracza.

Co przestawiliśmy po pierwszych wyjazdach

Najwięcej zmian zrobiliśmy w kuchni. Kawa, herbata, kubki i rzeczy potrzebne do prostego śniadania znalazły się blisko blatu. Garnki trzymamy niżej, bo są cięższe, a wyjmowanie ich znad głowy nie było wygodne. Produkty używane rzadziej wędrują do tyłu, ale staramy się nie ustawiać przed nimi pięciu luźnych opakowań. Małe rzeczy grupujemy w lekkich pojemnikach. Łatwiej wyjąć jeden koszyk niż pojedynczo przekładać saszetki, przyprawy i klipsy do zamykania opakowań.

Podobnie było z ubraniami. Początkowo najwygodniejsze półki zajmowały równo złożone zapasy na cały wyjazd. Codzienna bluza i spodnie trafiały tam, gdzie akurat zostało miejsce. Szybko zamieniliśmy ten układ. Z przodu leży niewielki zestaw rzeczy na bieżąco, a reszta może spokojnie czekać głębiej.

Nie zawsze wygląda to katalogowo. Po deszczowym spacerze mokre skarpety nie trafiają od razu do pięknego organizera, tylko wiszą tam, gdzie akurat mogą wyschnąć. Raz przez pół dnia woziliśmy też na stopniu wejściowym mały kamień, który przykleił się do podeszwy i uparcie wracał do środka mimo zamiatania. Tak wygląda używany kamper.

Przestawiliśmy również drobiazgi, które wcześniej wydawały się mało ważne. Worki na śmieci mamy blisko kosza, ściereczki obok kuchni, a latarkę w miejscu dostępnym bez rozpakowywania szafki. Zapasowe baterie mogą leżeć dalej. Sama latarka nie.

Rzeczy potrzebne na zewnątrz staramy się trzymać bliżej drzwi lub tylnej części zabudowy. Nie ma sensu przechodzić przez całego vana z mokrym przewodem albo otrzepywać piasku z akcesoriów nad pościelą. Oczywiście czasem i tak tak robimy, bo coś zostało odłożone nie tam, gdzie trzeba.

Porządek sprawdzamy w czasie zwykłego dnia

Najlepszym testem układu szafek nie jest samo pakowanie przed domem. Wszystko może wtedy wyglądać równo i sensownie. Dopiero zwykły dzień w trasie pokazuje, czy po szczoteczkę trzeba sięgać za ręczniki, czy ulubiony kubek blokuje pokrywkę garnka i czy zapas papieru zajmuje miejsce wygodniejsze dla czegoś używanego codziennie.

Po kilku dniach postoju zwykle wiemy już, co nas drażniło. Nie robimy od razu wielkiej reorganizacji. Czasem wystarczy zamienić dwa pojemniki miejscami albo przenieść jedną rzecz do sąsiedniej szafki. Jeśli przez cały wyjazd czegoś nie użyliśmy, przy kolejnym pakowaniu sprawdzamy, czy nadal chcemy to wozić. Nie wszystko od razu wyrzucamy z listy, bo apteczka, narzędzia czy cieplejsze ubrania mają inną rolę niż kubek i kawa.

Pomaga nam też zostawianie odrobiny wolnego miejsca. Szafka wypełniona idealnie pod samą krawędź wygląda dobrze tylko do pierwszych zakupów. Potem pojawia się pieczywo, owoce, otwarta paczka ciastek i nagle wszystko zaczyna krążyć po blacie. Wolna przestrzeń szybko przestaje być wolna, ale przynajmniej przez chwilę przyjmuje te rzeczy bez przebudowy całego vana.

Nasz układ nadal się zmienia. Inaczej pakujemy się na krótki weekend, inaczej na dłuższy wyjazd, a jesienią grubsze ubrania zabierają miejsce letnim drobiazgom. Sama zasada zostaje ta sama. Najpierw pod ręką ląduje to, czego naprawdę używamy, a dopiero później wszystko, co może spokojnie poczekać z tyłu szafki.

Życie na Kołach

Kamila i Łukasz

Podróżujemy kamperem zbudowanym na bazie Renault Mastera. Piszemy o zwykłym życiu w vanie, organizacji małej przestrzeni i rzeczach, które naprawdę sprawdzają nam się w drodze.

Poznaj naszą historię →