Proste rzeczy, które jeżdżą z nami od czasów Niewiadówki

Nie są nowe, modne ani szczególnie efektowne. Termos, czołówki, składana skrzynka i kilka drobiazgów nadal jeżdżą z nami, bo po prostu ciągle się przydają.

Na jednym z ostatnich postojów obudziliśmy się przy jednostajnym stukaniu deszczu o dach. Nie padało mocno, ale wystarczająco, żeby nie chcieć od razu wychodzić z kampera. Zrobiliśmy kawę, wyciągnęliśmy termos i wtedy dotarło do nas, że stał z nami już w Niewiadówce. Potem trafił do samodzielnie zbudowanego kampera i nadal zajmuje swoje miejsce w szafce.

Wokół niego jest zresztą kilka podobnych rzeczy. Bez efektu „wow”, bez skomplikowanych funkcji. Kupione dawno temu, czasem trochę porysowane, ale wciąż regularnie używane. To właśnie o nich jest ten wpis.

Termos, który nie czeka na specjalną okazję

Nasz termos nie służy wyłącznie do zimowych wypraw ani długich przejazdów. Najczęściej używamy go bardzo zwyczajnie. Robimy więcej herbaty rano, zabieramy ją na spacer albo zostawiamy na później, kiedy nie chce nam się ponownie wyciągać czajnika i robić całego zamieszania na blacie.

W Niewiadówce miejsca było mało, więc każda rzecz musiała mieć sens. Termos przeszedł ten test szybko. Przydawał się podczas chłodnych wieczorów, na parkingach i przy śniadaniu na zewnątrz. W Masterze mamy wygodniejszą kuchnię, ale korzystamy z niego równie często.

Nie jest całkiem bezproblemowy. Trzeba pamiętać o dokładnym myciu zakrętki, bo herbata potrafi wejść w każdy zakamarek. Zdarzało nam się też nalać napój zbyt wysoko, a później wycierać krople z półki. Mimo tego termos nadal jeździ z nami. Nie zastępuje nam kubków ani czajnika. Po prostu pozwala zrobić napój raz i mieć spokój na kilka godzin.

Czołówki i składana skrzynka

Czołówki kupiliśmy jeszcze z myślą o wieczornym kręceniu się wokół przyczepy. Szybko wyszło, że ich głównym zastosowaniem wcale nie są nocne wędrówki. Najczęściej zakładamy je, gdy trzeba po ciemku znaleźć coś w schowku, podłączyć przewód albo zajrzeć pod siedzenie, bo właśnie tam potoczyła się nakrętka.

Światło z telefonu też daje radę, tylko wtedy jedna ręka jest zajęta. Czołówka wygląda może mało elegancko, szczególnie gdy siedzimy w niej w kamperze i szukamy czegoś w tylnej szafce, ale obie ręce zostają wolne. To wystarczy.

Przeszkadza nam głównie pamiętanie o bateriach i odkładanie lampek na miejsce. Jeśli jedna trafi do kieszeni kurtki, a druga do schowka z narzędziami, zaczyna się chodzenie po kamperze i zaglądanie wszędzie po kolei. Nadal zabieramy dwie, bo jedna prawie zawsze jest akurat nie tam, gdzie jej szukamy.

Składana skrzynka ma jeszcze mniej podróżniczy charakter. Wygląda jak rzecz na zakupy, bo dokładnie tym jest. Wozi warzywa, butelki, pieczywo i wszystko, czego nie chcemy nieść w kilku reklamówkach. Na postoju zdarza się, że lądują w niej buty albo rzeczy wyjęte na chwilę ze schowka.

Po złożeniu nie zajmuje dużo miejsca, więc przetrwała kolejne porządki w wyposażeniu. Ma jednak jedną wadę. Bardzo łatwo zrobić z niej przechowalnię przypadkowych drobiazgów. Ostatnio znaleźliśmy w niej pustą torbę, rękawiczki robocze, rolkę worków i jedną klamerkę. Zakupy czekały obok.

Na tamtym postoju przed drzwiami było błoto, takie lepkie i zupełnie nieproporcjonalne do niewielkiego deszczu. Wycieraliśmy buty, a po chwili i tak ktoś wnosił kolejny ślad. Kawa pachniała dobrze, za to podłoga wyglądała coraz gorzej.

Mała szczotka, mata i zwykłe klamerki

Mała szczotka z szufelką również pamięta czasy Niewiadówki. Nie robimy nią wielkich porządków. Zmiatamy piasek przy wejściu, okruszki po śniadaniu i suche liście, które wchodzą do środka razem z butami. Jest zawsze pod ręką i właśnie dlatego używamy jej częściej niż większych rzeczy do sprzątania.

Szufelka czasem wysuwa się podczas jazdy, jeśli odłożymy zestaw niedbale. Sama szczotka też nie dociera wszędzie. Mimo to przy codziennym bałaganie wystarcza, a codzienny bałagan w kamperze zwykle składa się właśnie z piasku, okruszków i czegoś drobnego rozsypanego przy kuchni.

Przed wejściem rozkładamy prostą matę. Nie zawsze. Przy krótkim postoju często zostaje schowana, bo nie chce nam się jej wyciągać na kilkanaście minut. Gdy stoimy dłużej, szczególnie na trawie albo piaszczystym podłożu, szybko przypominamy sobie, po co ją wozimy.

Mata nie zatrzymuje całego brudu i po deszczu sama wymaga otrzepania oraz wysuszenia. Bywa, że zwijamy ją lekko wilgotną, a potem przy najbliższej okazji rozkładamy ponownie. Nie jest to rzecz, którą pokazalibyśmy jako ozdobę naszego zestawu. Chroni jednak wnętrze na tyle, że nadal ma stałe miejsce przy drzwiach.

Na końcu są klamerki. Zwykłe, bez żadnej kamperowej etykiety. Spinamy nimi otwarte opakowania, przytrzymujemy ściereczkę podczas suszenia i mocujemy lekki worek na śmieci, kiedy zsuwa się z krawędzi. Czasem używamy ich zgodnie z przeznaczeniem, czyli do prania.

Plastikowe po pewnym czasie pękają, drewniane nie lubią długo leżeć na deszczu, a wszystkie mają talent do znikania. Co jakiś czas dokładamy kilka nowych. To chyba jedyna rzecz z tej listy, którą regularnie uzupełniamy, ale sam pomysł wożenia garści klamerek został z nami od początku.

Co zostaje po kolejnych porządkach

Przy zmianie Niewiadówki na własnoręcznie zbudowanego Mastera część wyposażenia oddaliśmy, część przestała pasować, a kilka zakupów okazało się zbędnych już po pierwszym wyjeździe. Najdłużej zostały nie te najbardziej specjalistyczne rzeczy, tylko te, po które sięgamy bez zastanowienia.

Termos stoi w szafce. Czołówki mają swoje miejsce, przynajmniej w teorii. Skrzynka czeka złożona, szczotka leży przy wejściu, mata schnie, a klamerki są rozsiane po różnych zakamarkach.

Nie kompletowalibyśmy wyposażenia kampera wyłącznie na podstawie takich list. Każdy trochę inaczej gotuje, sprząta i spędza czas na postoju. U nas te proste akcesoria zostały dlatego, że naprawdę ich używamy. Nie na każdym wyjeździe wszystkich naraz, ale wystarczająco często, żeby podczas pakowania nie pytać, czy znowu je zabierać.

Życie na Kołach

Kamila i Łukasz

Podróżujemy kamperem zbudowanym na bazie Renault Mastera. Piszemy o zwykłym życiu w vanie, organizacji małej przestrzeni i rzeczach, które naprawdę sprawdzają nam się w drodze.

Poznaj naszą historię →