Od Niewiadówki do Renault Mastera. Co naprawdę zmieniło się w naszym podróżowaniu?

Zmiana Niewiadówki na własnoręcznie zbudowanego Renault Mastera dała nam nie tylko więcej miejsca. Najbardziej zmienił się rytm wyjazdów i codzienne drobiazgi.

Deszcz zaczął padać chwilę przed naszym przyjazdem. Nie ulewa, raczej ten drobny, uparty deszcz, przez który wszystko po kilku minutach robi się wilgotne. Zatrzymaliśmy Mastera na niewielkim parkingu niedaleko lasu, zgasiliśmy silnik i przez chwilę po prostu siedzieliśmy. Na szybie zbierały się krople, a w środku było cicho i ciepło.

Nie musieliśmy wychodzić. Przeszliśmy do części mieszkalnej, postawiliśmy wodę na herbatę i wyjęliśmy z szafki pieczywo. Kolacja była późna, bardzo zwyczajna. Mokre buty zostały przy drzwiach dopiero wtedy, gdy jedno z nas wyszło sprawdzić, czy samochód stoi w miarę równo.

Właśnie w takich momentach najmocniej czujemy, jak bardzo zmieniło się nasze podróżowanie od czasów Niewiadówki. Nie chodzi nawet o liczbę szafek, wielkość łóżka czy wyższy dach. Największą różnicą jest to, ile małych czynności zniknęło pomiędzy zatrzymaniem się a rozpoczęciem wieczoru.

Niewiadówka nauczyła nas wyjazdów

Mamy do Niewiadówki ogromny sentyment. To od niej wszystko się zaczęło. Dzięki niej nauczyliśmy się pakować bez zabierania połowy domu, planować postoje i funkcjonować razem na małej przestrzeni. Szybko też wyszło na jaw, że rzecz odłożona „na chwilę” prawie zawsze ląduje dokładnie tam, gdzie za moment trzeba usiąść.

Podróż z przyczepą miała swój rytm. Trzeba było ją podpiąć, sprawdzić zaczep, światła i podpory, a na miejscu znaleźć przestrzeń nie tylko dla samochodu. Czasem po dojeździe robiliśmy wszystko bardzo sprawnie. Innym razem padało, było ciemno, a my próbowaliśmy ustawić przyczepę trochę lepiej, bo kubek z herbatą niebezpiecznie przesuwał się po stoliku.

Nie wspominamy tego jako uciążliwości. Bardziej jako cały zestaw czynności, który należał do wyjazdu. Niewiadówka dawała też coś, czego w kamperze nie mamy w takim samym wydaniu. Po rozstawieniu mogliśmy odpiąć samochód i pojechać nim na zakupy albo na zwiedzanie, zostawiając nasz mały domek na miejscu.

Pamiętamy jeden poranek, kiedy przez dobre dziesięć minut szukaliśmy zapalniczki do kuchenki. Leżała w kieszeni kurtki, czyli w miejscu całkiem rozsądnym, tylko żadnemu z nas nie przyszło do głowy tam zajrzeć. Na zewnątrz pachniało mokrą trawą, a kawa musiała poczekać.

Master skrócił drogę między jazdą a odpoczynkiem

Renault Mastera zbudowaliśmy samodzielnie. Sama budowa była długim procesem pełnym mierzenia, przymierzania i zmieniania pomysłów, które kilka dni wcześniej wydawały się świetne. Bazą został Master z lat 2015/2016, a wnętrze dopasowaliśmy do tego, czego nauczyła nas Niewiadówka.

Po pierwszych wyjazdach okazało się, że najczęściej doceniamy nie te elementy, które najlepiej wyglądały na etapie projektu. Cieszy nas możliwość przejścia do części mieszkalnej bez wychodzenia na deszcz. Stałe łóżko, którego nie trzeba codziennie składać. Kuchenka dostępna chwilę po zatrzymaniu. Miejsce na kurtki, nawet jeśli czasem i tak lądują na oparciu fotela.

Postoje stały się krótsze i mniej zobowiązujące. Możemy zatrzymać się na kawę, ugotować coś prostego i ruszyć dalej bez rozkładania całego obozowiska. Gdy miejsce nam nie odpowiada, po prostu szukamy kolejnego. Przy przyczepie częściej chcieliśmy zostać trochę dłużej, bo samo ustawienie zestawu oznaczało już pewien wysiłek.

To wpłynęło na planowanie tras. Nie potrzebujemy tak szczegółowo przewidywać, gdzie dotrzemy wieczorem. Oczywiście nadal sprawdzamy możliwości postoju i nie jeździmy całkiem bez planu, ale zostawiamy sobie większy margines. Jeśli po drodze zobaczymy spokojną drogę prowadzącą nad jezioro albo pogoda nagle się poprawi, łatwiej zmienić kierunek.

Master jest większy, jednak nie zrobił się przez to magicznie pojemny. Każda szafka nadal ma granice. Po zakupach zdarza nam się przekładać opakowania trzy razy, żeby zamknąć drzwiczki. Mamy też plastikową miskę, która regularnie blokuje jedną z szuflad. Od miesięcy planujemy znaleźć jej lepsze miejsce.

Zmienił się nie tylko pojazd

W Niewiadówce częściej podróżowaliśmy „dokądś”. Wybieraliśmy miejsce, jechaliśmy tam, rozstawialiśmy się i zostawaliśmy. Kamper zachęcił nas do podróży bardziej płynnej. Sam przejazd stał się częścią wyjazdu, a nie tylko odcinkiem do pokonania przed odpoczynkiem.

Nie znaczy to, że zawsze jesteśmy w ruchu. Czasem Master stoi dwa dni w tym samym miejscu, a my nie robimy nic szczególnego. Gotujemy, spacerujemy, suszymy ręczniki i obserwujemy pogodę przez boczne drzwi. Różnica polega na tym, że możemy zdecydować o wyjeździe właściwie w każdej chwili. Zamykamy szafki, zabezpieczamy kubki i jedziemy.

Samodzielna budowa dała nam też większą znajomość naszego domu na kołach. Wiemy, którędy biegną przewody, co znajduje się za konkretną ścianką i dlaczego jedna półka ma trochę nietypowy wymiar. Nie wszystko wykonaliśmy perfekcyjnie. Są miejsca, które przy kolejnej zabudowie zrobilibyśmy inaczej, ale ten kamper jest naprawdę nasz.

Czy Master jest lepszy od Niewiadówki? Dla naszego obecnego sposobu podróżowania tak. Daje nam więcej swobody, szybsze postoje i wygodę podczas gorszej pogody. Niewiadówka miała jednak własny urok i nauczyła nas, że do dobrego wyjazdu nie potrzeba rozbudowanej zabudowy ani wielu udogodnień.

Najważniejsza zmiana jest prosta. Rzadziej czekamy na dobry moment, długi weekend i dokładnie przygotowaną trasę. Łatwiej nam spakować jedzenie, uzupełnić wodę i ruszyć choćby na krótko. A kiedy wieczorem pada, możemy zostać w środku, zrobić herbatę i dopiero później przypomnieć sobie o butach zostawionych przy drzwiach.

Życie na Kołach

Kamila i Łukasz

Podróżujemy kamperem zbudowanym na bazie Renault Mastera. Piszemy o zwykłym życiu w vanie, organizacji małej przestrzeni i rzeczach, które naprawdę sprawdzają nam się w drodze.

Poznaj naszą historię →