Jak ogarniamy kuchnię po gotowaniu na małym blacie

W kamperowej kuchni nie odkładamy wszystkiego na później, bo zwyczajnie nie mamy gdzie. Pomaga nam stała kolejność, jedna wolna strefa i kilka prostych nawyków.

Na jednym z postojów ugotowaliśmy makaron z warzywami. Nic skomplikowanego, jeden garnek, patelnia i deska. Kiedy usiedliśmy do jedzenia, kuchnia wyglądała jednak tak, jakbyśmy przygotowali obiad dla większej grupy. Na blacie stał durszlak, obok otwarty słoik, pokrywka leżała na zlewie, a łyżka do mieszania oczywiście znalazła się dokładnie tam, gdzie chcieliśmy odstawić kubek.

W kamperze nie ma miejsca, żeby brudne rzeczy przesuwać z jednej strony na drugą. Nasz blat jest mały, a fragment przy zlewie pełni kilka funkcji naraz. To miejsce do krojenia, odstawiania naczyń, robienia kawy i pakowania jedzenia. Jeśli po gotowaniu powstanie tam stos, szybko zaczyna brakować przestrzeni nawet na zwykłe otwarcie szafki.

Nie mamy też kuchni, którą po każdym posiłku doprowadzamy do katalogowego porządku. Czasem jest mokro, czasem pod butami chrzęści piasek, a ścierka nie zdążyła wyschnąć po śniadaniu. Chodzi raczej o to, żeby dało się normalnie funkcjonować.

Porządek zaczyna się jeszcze podczas gotowania

Najbardziej pomaga nam odkładanie rzeczy od razu na ich miejsce. Gdy przyprawy są już użyte, wracają do szafki. Pusta puszka albo obierki trafiają do śmieci, zamiast czekać na blacie do końca gotowania. Deskę, której nie będziemy już potrzebować, szybko przecieramy lub płuczemy.

Nie robimy tego obsesyjnie. Jeśli trzeba pilnować patelni, to nie układamy w tym czasie słoiczków etykietami do przodu. Po prostu wykorzystujemy krótkie momenty, kiedy coś się grzeje albo dochodzi pod pokrywką. Dzięki temu po posiłku zostają głównie talerze, sztućce i naczynia, w których gotowaliśmy.

Ten nawyk pamiętamy jeszcze z Niewiadówki, gdzie miejsca było jeszcze mniej. W samodzielnie zbudowanym kamperze na bazie Renault Mastera mamy wygodniejszą kuchnię, ale blat nadal nie rozciąga się wtedy, kiedy nagle pojawiają się na nim trzy kubki i mokry durszlak.

Nasza kolejność po posiłku

U nas najlepiej działa stała, dość prosta kolejność. Nie musimy wtedy zastanawiać się, od czego zacząć i gdzie położyć kolejną rzecz.

  1. Najpierw chowamy jedzenie. Resztki przekładamy do pojemnika, zamykamy produkty i wkładamy je do lodówki albo szafki. To od razu zwalnia część miejsca.
  2. Zbieramy śmieci. Opakowania, obierki i okruszki z deski znikają przed myciem naczyń. Inaczej wszystko miesza się ze sobą przy zlewie.
  3. Myjemy od najmniejszych rzeczy. Zaczynamy od sztućców i kubków, potem są talerze, a na końcu garnek lub patelnia. Duże naczynie czeka zwykle na kuchence, nie w zlewie.
  4. Przecieramy blat i kuchenkę. Dopiero gdy naczynia są umyte, zbieramy wodę, drobne okruszki i ślady po gotowaniu.
  5. Na końcu chowamy suche rzeczy. Jeśli coś jest nadal mokre, zostawiamy to na składanej macie do suszenia. Nie upychamy wilgotnych naczyń w szafce tylko po to, żeby szybciej zniknęły z widoku.

Dużą patelnię czasem wycieramy kawałkiem ręcznika papierowego przed myciem, szczególnie po tłustszym jedzeniu. Zużywamy wtedy mniej wody i nie zalewamy od razu zlewu tłustą pianą. W kamperze różnicę w zużyciu wody naprawdę widać.

Podczas tamtego postoju cały czas padało, a przy drzwiach leżała mokra wycieraczka z przyklejonymi igłami sosny. Szukaliśmy też drugiej ściereczki, która ostatecznie wisiała na oparciu fotela. Nie wiadomo, dlaczego akurat tam.

Jedno wolne miejsce robi różnicę

Staramy się utrzymać choć jeden kawałek blatu wolny. Nie musi być duży. Wystarczy przestrzeń na talerz, deskę albo umyte naczynie. Kiedy całe otoczenie zlewu jest zajęte, każda czynność wymaga przekładania kilku rzeczy i właśnie wtedy zaczyna się kuchenny chaos.

Pomaga nam też pokrywka od zlewu, której czasem używamy jak dodatkowej tacki. Odkładamy na nią suche produkty albo czyste naczynia, ale nie gorącą patelnię. Składana mata do suszenia po użyciu trafia do szafki, więc nie zajmuje blatu przez resztę dnia.

Mamy niewiele naczyń i to również działa na naszą korzyść. Nie możemy zostawić sterty po obiedzie i sięgnąć po kolejny komplet, bo kolejnego kompletu po prostu nie ma. Kubki oraz talerze szybko wracają do obiegu.

Nie zawsze sprzątamy wszystko od razu

Po późnej kolacji zdarza nam się zostawić garnek do namoczenia. Pilnujemy tylko, żeby blat był przetarty, jedzenie schowane, a zlew nie był wypełniony po brzegi. Rano łatwiej umyć jeden garnek niż zaczynać dzień wśród resztek i porozstawianych naczyń.

Najważniejsza okazała się u nas nie liczba organizerów, ale kolejność. Jedzenie, śmieci, małe naczynia, duże naczynia, blat. Kilka prostych ruchów, zawsze mniej więcej takich samych. Kuchnia nadal wygląda jak używana kuchnia, tylko da się w niej zrobić herbatę bez przekładania patelni na łóżko.

Życie na Kołach

Kamila i Łukasz

Podróżujemy kamperem zbudowanym na bazie Renault Mastera. Piszemy o zwykłym życiu w vanie, organizacji małej przestrzeni i rzeczach, które naprawdę sprawdzają nam się w drodze.

Poznaj naszą historię →